Marny gust literacki

Dzisiaj wpis będzie krótki i nie za bardzo na temat. Opowiem o tym, co sobie uświadomiłam, będąc w bibliotece.

Przemyślenia w bibliotece

Do odwiedzenia szanownej instytucji nakłoniło mnie ostatnio to samo, co niemal zawsze. Mail z pogróżkami skierowany pod moim adresem: Rozpoczęliśmy naliczanie kary. Twój czas minął i jesteś skończona. Wyglądał on tak albo jakoś podobnie. Chodziło po prostu o to, że supernowoczesny system informatyczny wykrył, że nie zwróciłam książek na czas. To daje maszynie prawo, by straszyć mnie i poganiać. Komputer uznał, że jestem pozbawionym moralności przestępcą lub co gorsza, społecznie nieprzystosowanym lekkoduchem.

Poszłam oddać książki. Jednej nie zdążyłam doczytać do końca. Trudno. Widocznie nie była tego warta.

Kary nie zapłaciłam. Zwrot książek dzień lub dwa po terminie to w bibliotece tylko drobne wykroczenie. Wystarczy się ładnie uśmiechnąć i głosem pełnym pokory zakrzyknąć: Mea culpa! Po całej tej hecy pozwoliłam sobie nawet na to, by poszperać pomiędzy półkami i kolejnymi działami. Wybrałam dwie pozycje. Na koniec zdałam sobie sprawę, że to wcale nie te książki chciałam przeczytać.

Albo nie, inaczej. Wybrane tytuły faktycznie mnie zainteresowały. Jednak w bibliotece zauważyłam również inne książki, po które chętnie bym sięgnęła. Nie zrobiłam tego, bo najzwyczajniej w świecie było mi wstyd. Przede wszystkim nie chciałam zrobić złego wrażenia na bibliotekarce. Kobiety nie znam. Pierwszy raz ją spotkałam. Z moim brakiem pamięci do twarzy, mogę mieć pewność, że już jej nigdy nie zobaczę. Pomimo to, nie pozwoliłam sobie na to, by wypożyczyć książki, które mogłyby zostać przez nią uznane za mało ambitne, tandetne lub kiczowate.

Nie przeszkadza mi to, że posiadam marny gust literacki. Chodziło wyłącznie o to, by nikt inny o tym nie wiedział. No, a teraz wiecie już wszyscy… To jaką najmniej ambitną książkę możecie mi polecić? Chętnie wypożyczę ją w bibliotece.

A w wolnej chwili poczytajcie o tym, jak prawidłowo tworzyć dedykacje w książkach.