tekst stockowy
26 kwietnia 2017 Autor Ewelina Szostakiewicz 21

Tekst stockowy

Jakiś czas temu wpadłam na genialny (moim zdaniem) pomysł na biznes. A co gdyby tak stworzyć portal z tekstami stockowymi?

Czy teksty na blogi, można sprzedawać tak samo jak zdjęcia lub ilustracje?

Liczni blogerzy i inne internetowe stworzenia nie musiałyby już więcej trudzić się wymyślaniem nowych treści pisanych. Chętne osoby mogłyby najzwyczajniej w świecie skorzystać z oferty odpowiedniego serwisu. Trzeba by jedynie dokonać opłaty, a może nawet dałoby się skorzystać z opcji w pełni darmowej. Skoro zdjęcia i ilustracje dostępne w licznych wirtualnych magazynach są tak popularne, to czemu niby z treścią pisaną miałoby się nie udać?

Teraz na serio. Tak naprawdę liczy się tekst.

Większość osób aktywnych w internecie za oczywistość uznaje konieczność publikowania w pełni oryginalnych tekstów własnego autorstwa. Wielką hańbą okryłby się blogger, gdyby okazało się, że posty, które podpisuje własnym nazwiskiem, w rzeczywistości tworzone są przez kogoś innego. Nie chodzi mi nawet o kwestie odpowiedzialności prawnej, bo to akurat temat na inną, długą i bardzo zawiłą dyskusję.

Zastanawia mnie jednak, czemu internetowy twórca czułby się najzwyczajniej w świecie głupio,  gdyby wydało się, że wykorzystuje cudze teksty, a w przypadku zdjęć nie stanowi to problemu?

Myślę, że z punktu widzenia antropologa kultury (albo jakiegoś innego super speca od społecznych zachowań) jest to bardzo ciekawa sytuacja. Udowadnia, że wcale nie żyjemy w kulturze obrazkowej. Wciąż jeszcze to słowo pisane stanowi fundament. To  na nim opiera się nasz cały duchowy i intelektualny dorobek. Dla nas jako dla społeczeństwa, to tekst jest prawdziwie ważny, a ilustracja to tylko zwykły dekoracyjny dodatek. Ma przyciągnąć wzrok, ale tak naprawdę nie stanowi większej wartości.

Jasne, zdaję sobie sprawę, że w zakamarkach internetu istnieją miejsca tworzone przez przeróżnych fotografów, rysowników, malarzy lub innych dziwaków wspaniałych artystów, którzy przywiązują ogromną wagę do sfery wizualnej i nigdy nie zdecydowaliby się na wykorzystywanie cudzych zdjęć. Warto jednak zwrócić uwagę, że w większości przypadków nawet oni nie wpadli na to, by ograniczyć się wyłącznie do publikacji elementów wizualnych. Nie przyszło im do głowy, by posługiwać się tekstem stockowym.

Wpływ Google na oryginalność tekstów

Może ktoś mógłby powiedzieć, że to wszystko o czym piszę, jest związane ze sposobem funkcjonowania wyszukiwarek internetowych. W końcu Google wymusza tworzenie unikalnych treści pisanych.

Strony internetowe z dużą ilością oryginalnych tekstów mają szansę na zdobycie czołowych pozycji w tworzonych rankingach. Unikalność obrazków nie jest aż tak istotna. To zrozumiałe, że osoby publikujące treści online skupiają się właśnie na tych elementach, które są ważne dla wyszukiwarek. Prawdziwie ważny jest dla nich tylko tekst. Logiczne.

Tylko, że Google nie został stworzony przez kosmitów. To, że jego twórcy zdecydowali się na priorytetowe potraktowanie treści pisanych, z pewnością nie było przypadkiem. Wynikało z kulturowego wpływu, który swe piętno odcisnął również na nich.

I żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. Nie chcę tym wpisem nikogo obrazić, ani wywoływać zamieszania. Właściwie to mi wszystko jedno. Nie ma dla mnie znaczenia, kto jaki tekst publikuje na swojej stronie. A zdjęć to by nawet w ogóle mogło nie być w internecie, też bym przeżyła (z trudem).

Opisywana kwestia wydała mi się jednak interesująca z czysto socjologicznego punktu widzenia. Bo nie do końca rozumiem, czemu jak społeczeństwo stosujemy takie nieco podwójne standardy i szacunek do cudzej twórczości pisanej (nawet tej wyjątkowo niskich lotów) mamy głęboko wpojony, natomiast elementy kultury wizualnej traktujemy jak coś w wiele mniej ważnego.

Ps. Jasne, wiem, że istnieją ludzie piszący teksty na zamówienie, ale z ich usług korzystają otwarcie wyłącznie serwisy firm i instytucji, a nie właściciele osobistych stron czy blogów. 😉

Przeczytaj również: czcionka czy font, jak jest poprawnie