kultura zachodnia
16 kwietnia 2017 Autor Ewelina Szostakiewicz 15

Trochę cudza kultura zachodnia

Nie jestem zbyt doświadczonym podróżnikiem. Okazji do zwiedzania odległych krain nie miałam wielu. Jeśli jednak zdecydowałam się ruszyć w drogę i pomieszkać kilka dni lub kilka lat poza Polską, to zazwyczaj wybierałam kraje Europy Wschodniej.

Do niedawna wydawało mi się, że działo się tak przez zupełny przypadek. Trafiały mi się okazje, by odwiedzić słowiańskie tereny, więc z nich korzystałam. Tylko, że ja tak naprawdę za bardzo nie wierzę w przypadki. Z pewnością istnieje jakiś powód, który sprawia, że ciągnie mnie właśnie tam. I nie, nie jest to skryta miłość do obkładania ścian dywanami.

Jeżdżę na Wschód, bo nie lubię na Zachód. Nie o to chodzi, że europejska kultura jest czymś złym. Ja po prostu nie lubię czuć się do czegoś zmuszana. A do Zachodu czuję się zmuszana i to bardzo. Czasem myślę, że jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej pozbawieni wyboru. Bo to co uważamy za naszą rodzimą kulturę, spotkać możemy już chyba tylko w muzeach i skansenach.

Kultura zachodnia

Sprawiliśmy, że nasza odrębność istnieje tylko w charakterze festynowego folkloru i gdzieniegdzie organizowanych przebieranek w ludowe stroje. Tylko, że to nie są elementy wpływające na moją tożsamość lub mentalność. Nie czuję się przywiązana do tych dawno minionych tradycji, ludowych zabaw i atrakcji. Natomiast kultury zachodniej, z która czuję się związana, nie jestem w stanie z pełnym przekonaniem określić za własną. I w sumie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Taki to już naturalny los prowincji, zwłaszcza w dobie globalnej wioski.

Przecież nikt nas na siłę do Europy nie wpychał. Sami chcemy się nią stać (No dobra może nie do końca, kwestie polityczne są skomplikowane i nie chcę się w nie teraz wdawać) i właściwie już nam się to udało. Nasza kultura należy do świata zachodu. Szkoda tylko, że poszczególne jej elementy nie zostały przez nas stworzone, a jedynie bywają przejęte od innych.

Naśladowcy zachodu

Taka sytuacja stawia nas automatycznie na przegranej pozycji. Nigdy nie będziemy bardziej zachodni niż Zachód. Nie da się prześcignąć oryginału. Zawsze będziemy mogli jedynie naśladować, odtwarzać, kopiować.

W książce Macieja Nowakowskiego Baie dankie, Afryko zwróciłam uwagę na taki fragment:

My Polacy, chociaż pełni kompleksów Europy Wschodniej, staraliśmy się mocno odczuwać przynależność do rasy kaukazkiej. (…)

Polacy to papugi Europy, biedni krewni, co to za wszelką cenę usiłują przekonać krewnych bogatych, że są z tego samego rodu. Obowiązkową lekturą polskich dzieci powinny być dzieła zebrane Józefa Goebelsa. Jak taki uczeń by się Goebelsa naczytał, to od razu by się w nim gniew wzbudził i po szkole biegłby do domu, żeby zaraz lekcje zacząć odrabiać, tak chciałby temu Goebelsowi zaprzeczyć!

Ale nie! Te matoły uczą ich, jaki dziadek był wspaniały i jak do Europy należał. I że oni też w Europie przecież, Europa ich przygarnie, Europa ich pochwali, a Europa to przecież ten Goebels jebany, tylko czasem brutalnie po niemiecku, a czasem z ironią po angielsku albo z finezją po francusku. (…)

A my tylko albo ręce rozstawiamy do do ukrzyżowania, albo dupę nadstawiamy do ruchania.

I co sądzicie o przytoczonym fragmencie? Może i jest nieco zbyt dosadny, ale chyba trafia w sedno. Jeśli chcemy, aby tworzona przez nas kultura stanowiła prawdziwą wartość, to musimy stać się jej prawdziwymi autorami. I nie chodzi o to, że teraz mamy wygrzebać skądś kierpce po pradziadku, ludowe kiecki, jakieś inne dziwactwa sprzed stu lat, paradować w nich na co dzień i udawać, że cofnęliśmy się w czasie, a tak naprawdę to chyba w rozwoju. Zmienić powinniśmy jedynie naszą mentalność. Wystarczy zrozumieć, że nie jesteśmy gorsi od innych i potrafimy tworzyć własne wartościowe rzeczy. Sto razy bardziej wolę być fajną, nieidealną Europą Wschodnią niż nawet najbardziej perfekcyjnym klonem Zachodu.

Na wschód?

Instynktownie ciągnie mnie na Wschód. Wydaje mi się, że tam będę miała możliwość poznać inne wartości i nową, oryginalną kulturę. Ale prawda jest taka, że nigdy jeszcze nie udało mi się odnaleźć na wschodzie tego, czego się spodziewałam. Dobrze się tam czuję, miło spędzam czas i spotykam bardzo interesujących ludzi. Zawsze jednak okazuje się, że jest inaczej niż oczekiwałam. Bardziej zachodnio niż bym chciała. Bo chyba już tak jest, że im kraj jest bardziej peryferyjny, tym ludzie w nim żyjący silniej marzą o tym, żeby w końcu tym wielkim światem móc się stać. Nigdzie nie widziałam tak wielkiego zafascynowania instagramami, iphone’ami i Starbucks’ami, jak u młodych dziewczyn pochodzących z pewnego niedużego macedońskiego miasteczka.

Przeczytaj również o centrum sztuki polskiej?