język sztuki
14 października 2017 Autor Ewelina Szostakiewicz 3

Uniwersalny język sztuki

Jak sądzicie, czy warto oczekiwać od artystów wizualnych, by wypowiadali się na temat tworzonych przez siebie dzieł? Jeśli tak, to w jaki sposób powinni to robić? Jaki cel miałaby taka wypowiedź? Czy sam język sztuki nie wystarczy?

W środowisku artystycznym często wymaga się, by twórca poza przygotowaniem pracy czysto artystycznej, zadbał również o stworzenie dodatkowej treści pisemnej lub mówionej – opisu lub wręcz obrony danego dzieła.

Obrona, tylko przed czym?

Przed atakami? Przed zawiścią, przed brakiem życzliwości i zrozumienia? Sama nie wiem.

Wydaje mi się, że tendencja ta stanowi swego rodzaju inspirację światem nauki. Nie posiadam żadnych dowodów, za pomocą których mogłabym potwierdzić swoją opinię. Pomimo to odnoszę wrażenie, że tak właśnie to wygląda. Sądzę, że artyści tworzący tzw. sztukę wysoką szukali sposobu na to, by nadać swoim działaniom bardziej intelektualnego charakteru. Stopniowo w sposób mniej lub bardziej świadomy przejęli od naukowców formę prezentowania swych prac. Jej elementem była oczywiście obrona dzieła, mająca na celu udowodnienie słuszności postawionych tez. Tylko czy praca artystyczna w ogóle musi posiadać jakiekolwiek tezy? Czy brak tego, możliwego do jednoznacznego obalenia lub potwierdzenia elementu, nie stanowi podstawowej różnicy między sztuką a nauką? Jeśli tak jest, to oczekiwanie od artysty obrony swej pracy nie jest absurdalne?

Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że dawniej np. w czasach renesansu sztuka była uznawana za pełnoprawną dziedzinę naukową. Być może podobieństwa w sposobie prezentowania dokonań naukowych oraz artystycznych stanowi dowód wspólnej przeszłości obu wspominanych dziedzin aktywności człowieka? Niezależnie od przyczyny zaistniałej sytuacji wydaje mi się, że w chwili obecnej może ona nie być do końca pozytywna z punktu widzenia artysty. Jeśli sztukę rozumiemy jako język, sposób komunikacji pomiędzy twórcą a odbiorcą, to czemu chcemy jej bronić za pomocą innej formy porozumiewania się? Czy ma to być swoisty przekład dla tych, dla których język sztuki pozostaje obcy?

W odniesieniu do sztuki użytkowej bardzo ciekawa może się okazać wypowiedź Friedricha Forssmana. Stanowi ona fragment książki pt. Estetyka książki:

Od dawna już istnieje wymóg, by każda praca dyplomowa w dziedzinie dizajnu zawierała “część teoretyczną”, czyli de facto zazwyczaj niezbyt uzasadnione naukowo przedstawienie koncepcji projektowej. Z tego względu, a także z chęci podwyższenia rangi akademickiej tej dziedziny wiedzy, pojawiło się w ostatnich latach coś, co nazywa się “teorią designu”. Zatrudniani do jej nauczania – kosztem zajęć praktycznych – profesorowie zajmują się dziedziną wiedzy bez zdefiniowanego bliżej zakresu badań i bez określonego aparatu naukowego, przez co nie są w stanie nawiązać dialogu z przedstawicielami żadnej innej dyscypliny naukowej.

(…) Peter Geimer stwierdził (…): Jeśli zadamy sobie pytanie o istotę badań artystycznych nie tylko na poziomie merytorycznym, lecz także na poziomie ich interferencji z innymi działami nauk, to uzmysłowimy sobie, że jest to dziedzina wymagająca obecnie zdecydowanych zmian. Kto jako humanista miał okazję być promotorem doktoratu z dziedziny artystycznej, wie zapewne, o co chodzi. Naukowiec nie jest w stanie ocenić w sposób kompetentny części pracy poświęconej zagadnieniom artystycznym, ponieważ brakuje mu doświadczenia i perspektywy artysty. Część opisowa natomiast nie odpowiada z reguły wymogom formalnym stawianym pracy naukowej. W rezultacie zamiast oczekiwanego połączenia perspektywy naukowej i artystycznej powstaje pewna hybryda, trudna do określenia w kategoriach artystycznych i niemierzalna według kryteriów naukowych”.

Globalny język sztuki

Dlaczego twierdzi się, że język sztuki jest uniwersalny? Czy artysta nie powinien raczej skupiać się na tym, by sprawniej władać wizualną formą i za jej pomocą móc przekazać wszystko to, co się chce?

Czemu zakłada się, że twórca wizualny powinien dodatkowo wypowiadać się (najlepiej w pisemnej formie) na temat swoich prac? Czy jest tak dlatego, że tekst to wciąż symbol inteligencji i wiedzy, a w związku z tym dopiero sztuka naznaczona za pomocą liter, będzie wydawać się nam prawdziwie ważna i wartościowa?

Sama piszę o sztuce. Chyba po prostu lubię się wymądrzać. Mimo to czasem wydaje mi się, że wymaganie od artysty wypowiadania się na temat swej twórczości i późniejsze wartościowanie powstałych dzieł na podstawie tego często nieudolnego objaśnienia, jest niezbyt mądre. W końcu umiejętności plastyczne nie zawsze muszą iść w parze z wysokim poziomem elokwencji. Może to banalne, ale ja uważam, że sztuka powinna bronić się sama.

Zerknijcie również na ten wpis: https://linorytem.pl/blog-o-sztuce/