ilustracje w książkach

Ilustracje w książkach

Już kilka razy na blogu wykorzystywałam informacje, na które udało mi się trafić w książce Keitha Houstona Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski. Również dzisiaj chciałabym oprzeć swój wpis na fragmencie właśnie tej pozycji. Tym razem postaram się przedstawić kilka ciekawostek na temat tego, jak dawniej wykonywano ilustracje w książkach.

Ilustracje w książkach europejskich wykonywane były już w czasach starożytnych, jednak dopiero średniowieczne dzieła zyskały prawdziwą popularność. Pierwsze ilustracje w książkach średniowiecznych pojawiły się na terenie Irlandii i tworzone były przez tamtejszych zakonników. Zazwyczaj elementy graficzne nie były nadmiernie rozbudowane. Ograniczano się do tworzenia ornamentowych inicjałów. Jedynie niewielki procent średniowiecznych ksiąg posiadał bardziej rozbudowane zdobienia.

Dawne ilustracje w książkach europejskich

Jak w dawnych czasach wykonywano ilustracje do książek? Pracę rozpoczynano od wstępnego szkicu. Był on wykonywany bardzo delikatnie za pomocą rylca lub rysiku. W następnej kolejności wybrane fragmenty ilustracji złocono lub rzadziej srebrzono. Jednak szlachetne metale same z siebie nie za bardzo chciały się trzymać na pergaminowych stronach książki. Trzeba je było jakoś przykleić. Bardzo często w charakterze kleju wykorzystywano żelatynę. Czasem stosowano również tak zwany klej skórny, czyli rozgotowaną papkę, składającą się z rozdrobnionych zwierzęcych kości oraz ich skóry. (Brzmi obrzydliwie? A wiecie, że taki klej współcześnie również jest wykorzystywany. Zresztą kiedyś już o tym wspominałam: klik)

Kolejnym etapem pracy średniowiecznego iluminatora było malowanie. Artysta za pomocą czarnego atramentu tworzył obrys, a następnie wypełniał powstałe pola farbą o odpowiednim zabarwieniu. O tym, co takie farby miały w swoich składach, dałoby się napisać całą książkę. Z resztą z pewnością już gdzieś taka powstała. Ja wspomnę tylko o kilku najbardziej zaskakujących substancjach.

Skład dawnych farb malarskich

Ilustracje w książkach najczęściej barwione były za pomocą farb tworzonych na bazie naturalnych barwników oraz białka jaja kurzego. To w sumie jeszcze nic dziwnego. Współcześnie wykorzystywane farby temperowe również mają w swym składzie jajo. Bardziej zaskakujące mogą się wydać inne dodatkowe elementy, wśród których nie zabrakło nawet takich obrzydlistw jak mocz oraz wosk z uszu. Serio. Nie mam pojęcia, co chciano uzyskać poprzez dodawanie do składu farb tak kretyńskich produktów. W sumie nie specjalnie mnie to obchodzi. Cieszę się jedynie, że współcześnie już się tego nie robi.

Jeśli chodzi o same barwniki to one również wykonywane były z przeróżnych, czasem niezbyt fajnych produktów. Wspomnieć warto chociażby o bieli ołowiowej. Farba zawierająca w swym składzie ten pigment pozwalała na uzyskanie bardzo atrakcyjnych efektów wizualnych. Była wyrazista, łatwo dostępna i tania. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że przy okazji okazała się również silną trucizną.

Minia ołowiowa

Czasem biel ołowiową dodatkowo podgrzewano. Wtedy na jej wierzchu tworzyła się pomarańczowa warstwa, którą nazywaną minią. Z chemicznego punktu widzenia był to po prostu tlenek ołowiu. Pomarańczowy kolor był jaskrawy i intensywny, w związku z tym chętnie stosowano go w roli malarskiego pigmentu. Artystów wykorzystujących w swej pracy minię określano miniatorami. Natomiast efekty ich pracy, którymi najczęściej były niewielkie ilustracje w książkach, nazywano miniaturami. I chociaż teraz o toksycznej pomarańczowej farbie już mało kto pamięta, to słowo miniatura wciąż jest powszechnie wykorzystywana.

Ołów we współczesnych farbach
Zauważyłam, że wiele firm produkujących farby przemysłowe/budowlane posiada w swej ofercie antykorozyjne farby podkładowe o nazwach takich jak minia lub farba miniowa. Zastanawia mnie co mają one wspólnego ze średniowieczną farbą ołowiową wykorzystywaną podczas tworzenia ilustracji w książkach. Przede wszystkim chciałabym wiedzieć, czy są one tak samo toksyczne, jak chemikalia sprzed wieków? Być może wy wiecie coś na ten temat?

W wolnej chwili koniecznie sięgnijcie po książkę Keitha Houstona. Dzięki niej będziecie mogli poznać jeszcze więcej zaskakujących faktów na temat książek rozumianych jako wyroby rzemieślnicze i artystyczne. Możecie także przeczytać mój wpis na temat produkcji papieru.

4 myśli do „Ilustracje w książkach”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.