sztuka, sztuka do kosza

Sztuka do wyje..ania do kosza

Dzisiejszy post będzie na temat pewnego ćwiczenia, za pomocą którego można nieco poprawić posiadane umiejętności plastyczne. A dodatkowo trochę powspominam stare dobre czasy, gdy dopiero odkrywałam, czym jest sztuka.

Działo się to jeszcze w podstawówce. Pewnego dnia usłyszałam, że w mojej szkole organizowane będą dodatkowe zajęcia plastyczne. Oczywiście stwierdziłam, że chcę brać w nich udział. Poszłam na pierwszą lekcję, było całkiem fajnie. Po kilku dniach dowiedziałam się, że dokładnie o tej samej porze odbywają się zajęcia sportowe, głównie gra w koszykówkę. Jako w miarę rozgarnięte plastycznie, zupełnie niezainteresowane sportem dziecko stwierdziłam, że wybieram kosza. Czemu? Nie mam pojęcia. Chyba mi coś na mózg padło.

Konsekwencji jednak mi w tamtym okresie jeszcze nie brakowało. Teraz już jest z nią dużo gorzej. Dwa lata w głupią koszykówkę grałam. Sztuka natomiast zajmowała mnie nieczęsto i mało ambitnie. Potem sport również olałam. Przestałam być nadmiernie wyrośnięta i moja uczestnictwo w meczach koszykówki stawało się coraz mniej zasadne. Nie szkodzi i tak żyłam sobie spokojnie i wesoło. Dopiero chwilę przed maturą zorientowałam się, że coś chyba w życiu trzeba robić.

Stworzyłam konkretny plan przyszłej kariery, miałam zostać studentką politechniki. Nic z tego nie wyszło i jakoś tak się stało, że wylądowałam na studiach graficznych. Całkiem spoko. Mogę polecić osobom zainteresowanym ogólnym humanistycznym samorozwojem. Zwłaszcza tym, którzy grą w kosza również nie pogardzą.

Pierwszy rok, pierwszy semestr, pierwsze zajęcia z rzeźby na moich pierwszych wyższych studiach. W końcu prawdziwa sztuka. Profesor mówi tak:

No to drogie dzieci Szanowni państwo, zajęcia rozpoczniemy od ćwiczenia praktycznego. Będziemy rzucać do kosza. Należy trafić trzy razy i można uznać dzisiejsze spotkanie za zaliczone.

Ha! I co? kto tu jest kretynem? Na pewno nie ja. Dobrze zrobiłam wybierając w podstawówce grę w kosza zamiast bazgrolenia kredkami. To był mój dziecięcy przebłyski geniuszu. Nikt mi nie podskoczy!

No dobra, to o co chodzi z tym super ćwiczeniem plastycznym?

Bo tak naprawdę trafianie do celu (np. rzucanie do kosza) oraz umiejętności rysunkowe: malarskie, rzeźbiarskie, wszystko jedno jakie, mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. Aby móc prawidłowo je wykonać, trzeba nauczyć własne ręce, by robiły dokładnie to co chce mózg. Co z tego, że postanowimy stworzyć wspaniałe dzieło sztuki, jeśli okaże się, że jesteśmy w stanie wykonać jedynie nieudolny bohomaz, karykaturę własnego wyobrażenia? To samo jest z rzucaniem do kosza. Możemy z całych sił chcieć trafić piłką za trzy punkty, ale nic z tego nie wyjdzie, jeśli nie poświęcimy odpowiednio dużo czasu na trening. Musimy nauczyć nasze ciało, bo robiło dokładnie to, co zaplanuje mózg.

Co prawda na wspomnianych zajęciach z rzeźby rzucaliśmy kawałkami gliny do kosza na śmieci, jednak zasadniczy cel ćwiczenia nie różnił się zbytnio od tego, co jeszcze w dzieciństwie starałam się osiągnąć na treningach koszykówki. Chodziło o poprawę własnej celności, o to by zacząć traktować fizyczne predyspozycje jako podległe własnej psychice narzędzie. Jeśli więc chcecie, by tworzona przez was sztuka wizualnie prezentowała się nieco bardziej profesjonalnie, to przestańcie już czytać te moje grafomańskie bzdury. Wyłączcie komputer i idźcie pograć w kosza. Serio.

No chyba, że sportowa aktywność nie specjalnie was interesuje. W takim wypadku poczytajcie sobie o tym, czy odpowiednio się motywując, można osiągnąć sukces artystyczny: http://linorytem.pl/motywacja-sukces-artystyczny/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *