nauka, wiara

Dlaczego nie zostałam naukowcem?

Czy wierzycie w naukę? Moja w nią wiara jest nieco zachwiana. To pewnie dlatego nigdy nie marzyłam o tym, żeby zostać naukowcem.

Bez obaw, nie należę do antyszczepionkowych szaleńców, zwolenników teorii płaskiej ziemi ani innych maniaków astrologii. Wręcz przeciwnie, moje racjonalne podejście do świata sprawia, że dziwactwa tego rodzaju zupełnie do mnie nie przemawiają. Nie wierzę w nie. No, ale w naukę w sumie też nie wierzę.

No ale jak to? Co ja za bzdury wypisuję? Przecież każdy głupi wie, że nauka jest zupełnym przeciwieństwem wiary. Opiera się przecież na dowodach, racjonalnych przesłankach, logicznych argumentach i takich tam. Jasne, w teorii tak to właśnie wygląda. W jakimś idealnym, wzorcowo funkcjonującym świecie dałoby się całą działalność naukową opierać na faktach. Jednak prawdziwe życie wygląda nieco inaczej.

Współczesna nauka oparta jest na wierze

Ilość istniejących obecnie informacji naukowych jest ogromna. Jeden człowiek, mimo największych wysiłków, nie byłby w stanie ich wszystkich poznać i w odpowiedni sposób przetworzyć. W związku z tym osoby związane ze światem nauki decydują się na to, by specjalizować się wyłącznie w jakiejś wąskiej dziedzinie. Będą w stanie ją w miarę dobrze przebadać i zrozumieć. W ramach tej swojej specjalizacji będą już mogli samodzielnie przeanalizować teorie i twierdzenia, z którymi się zetkną. Uda się im zamienić wiarę w wiedzę – w naukę, która w końcu funkcjonować będzie w sposób zgodny z własną definicją.

Czyli trzeba się możliwie wąsko specjalizować i wszystko będzie ok?

Niby tak, ale nie do końca. Bo tak naprawdę nauka jest jedna. Wszystkie jej wewnętrzne podziały są po pierwsze sztuczne, a po drugie (i najważniejsze) są to podziały tak bardzo niejednoznaczne i nieszczelne, że aż przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Poszczególne dziedziny wiedzy są ze sobą bardzo silnie połączone. To oznacza, że każdy naukowiec, chcąc nie chcąc, musi opierać swoją działalność na wierze. Nie znając dowodów, będzie ufać, że informacje, które współcześnie jako społeczeństwo uznajemy za fakty, rzeczywiście nimi są. W innym przypadku jego praca nie miałaby szans przebiegać na tyle sprawnie, by zostać uznaną za efektywną.

O co mi konkretnie chodzi?

Przypominacie sobie lata swojej szkolnej nauki, a zwłaszcza to jak wyglądały lekcje przedmiotów ścisłych? Uczyliśmy się że:

  • Atom składa się z jądra i otaczających go elektronów.
  • Samolot lata, bo siła nośna jest większa niż siła grawitacji.
  • Ilość słoi w przekroju pnia drzewa wskazuje na to, ile ma ono lat.
  • Słonie słyszą dźwięki, których źródło oddalone jest od nich o sto i więcej kilometrów.
  • Nietoperze mają doskonale rozwiniętą zdolność echolokacji.
  • Krety są niemal ślepe, a fazy księżyca wpływają na poziom wód w morzach i oceanach.

Oczywiście nie twierdzę, że przykłady, które przytoczyłam są nieprawdziwe. Jednak czy zostały one nam w jakiś sposób udowodnione? Jeśli tak, to znaczy, że chyba zbyt często uciekałam z lekcji i  te superważne informacje do mnie nie dotarły.

Trochę razi mnie ta sprzeczność. Ścisłe dyscypliny wiedzy tak bardzo szczycą się tym swoim racjonalizmem, tą logiką i uczciwością. Mimo to już nawet w latach szkolnych jesteśmy nakłaniani do tego, by wierzyć w prawdziwość rzeczy, których jako jednostki nie mamy szans zweryfikować. Trochę to nie fair. Pewnie na upartego dałoby się dociec, czy wymienione powyżej przykłady, są prawdziwe. Jednak biorąc pod uwagę ogrom informacji, jakimi dysponuje współczesna nauka, trzeba mieć świadomość, że pojedynczy człowiek, nawet jeśli jest on naukowcem, nie będzie w stanie w ten sposób analizować każdej wiadomości, z którą się zetknie. Chociażby ze względu na ograniczenia czasowe będzie musiał wierzyć, że to co ogólnie uznajemy za prawdę, rzeczywiście nią jest.

I chyba właśnie dlatego wolę świat sztuki. Tu też fakty mieszają się z wyobrażeniami, przekonaniami i wiarą. No, ale przynajmniej nikt nie ściemnia, że jest inaczej.

Na zdjęciach widać lupę i kawałek książki Ździsława Klimuszki Moje widzenie świata. Nie wiem jak to się stało, że taka szaleńcza pozycja literacka znalazła się w moim posiadaniu. Nie oceniajcie mnie, proszę.

 

Zachęcam również do poczytania o Malewiczu i kwestiach lingwistycznych

4 thoughts on “Dlaczego nie zostałam naukowcem?”

  1. Spokojnie w naukach ścisłych też nic nie jest takie pewne. W szkole podstawowej i liceum uczą cię, że nie dzieli się przez zero. Potem idziesz na studia i dowiadujesz się, że to nieprawda. Trzeba zachować umiar. Uwielbiam, kiedy nauka miesza się ze sztuką i na odwrót.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *