Laura Pawela

Laura Pawela. Lemoniada na billboardzie

Tekst o pewnym blogerze, który wielce się oburzył, bo taka jedna artystka wyjechała do Ameryki i pokazywała duchom zdjęcia lemoniady. Serio.

O tym, co znalazłam w sieci

Z zasady moja internetowa aktywność związana jest z prowadzeniem bloga. Z zaangażowaniem i szczerą ochotą produkuję kolejne, mniej lub bardziej potrzebne światu treści. Czasem jednak z twórcy przemieniam się w odbiorcę. Przeklikuję pomiędzy stronami, blogami i czytam to, na co uda mi się natrafić.

No i ostatnio mi się udało. Serio, jak mało kiedy. Z miesiąc temu to było, a ja wciąż jestem pod wrażeniem. Czytajcie dalej. Z pewnością was też to zaciekawi.

Za cudze hajsy po Stanach się wozi

Cała historia miała miejsce już dosyć dawno temu. Dwa lata minęły, a może i więcej. Laura Pawela otrzymała dotację, za którą miała zrealizować projekt artystyczny w Ameryce. Fajnie. W końcu wiadomo, że za granicą, zwłaszcza za taką granicą, robienie czegokolwiek bardziej się liczy. (Tak, zazdroszczę.)

Działanie Paweli polegało na tym, że jeździła sobie po Teksasie i zwiedzała różne fajne miejsca. Głównie jednak chodziło jej o to, by dotrzeć do Utopii. Miejscowości takiej. Grupka ludzi wierząca w moc socjalizmu utopijnego założyła ją ze sto pięćdziesiąt lat temu. Chyba silni w swych przekonaniach nie byli, bo miasteczko z czasem opustoszało. Laura Pawela dowiedziała się skądś o całej tej historii. Przejęła się.

Postanowiła, że w miejscu, gdzie dawniej ulokowana była miejscowość, umieści billboard. Będzie na nim lemoniada. Wszystko po to, by duchy dawnych mieszkańców mogły ją zobaczyć (lemoniadę, a nie Pawelę). Żeby było śmieszniej, to na koniec okazało się, że w miejscu dawnej Utopii znajduje się prywatny kemping, przez co realizacja projektu jest właściwie niemożliwa.

Czy działalność artystyczna Laury Paweli na sens?

O całej hecy dowiedziałam się z bloga Jarrego Jaworskiego. Autor stwierdził, że cały ten projekt to jeden wielki kretynizm. Ja w sumie też tak pomyślałam. No, bo o co właściwie chodzi? To ma być sztuka? Po co to? Dla duchów? Serio? Za nasze podatki? Bez sensu.

Uznałabym, że sprawa jest już wyjaśniona, opisana i nie ma się nad czym zastanawiać. Tylko, że pod postem Jarry’ego pojawił się pewien interesujący komentarz:

Utopia, Pawela
Print screen z bloga Jarrego Jaworskiego

 

No właśnie. Czy to znaczy, że tak naprawdę to ja jestem kretynką? Brak mi odpowiedniej wiedzy historycznej, nie rozumiem kontekstu i dlatego źle oceniam działania artystki? Skoro ja, to Jerry chyba też? (ups!)

Nie no, chwila! Nawet znając logiczne wytłumaczenie wykorzystania motywu lemoniady, uważam, że praca Laury Paweli jest nie do końca udana. Tematyka, którą porusza jest spoko, ale forma w jakiej to robi, zwyczajnie do mnie nie przemawia. Nie przemawia i już. To moja subiektywna opinia, z której nie muszę się tłumaczyć.

Jednak przy okazji zaczęła mnie zastanawiać pewna sprawa:

Czy artysta powinien zniżać się do poziomu odbiorcy?

Laura Pawela zrobiła sztukę, którą był w stanie zrozumieć wyłącznie autor przytoczonego powyżej komentarza, no i może jeszcze paru innych super-intelektualistów. Cała reszta świata nie miała najmniejszego pojęcia, o co z tą całą lemoniadą chodzi. Czy w związku z tym działanie artystki można uznać za prawdziwie wartościowe? Czy robienie sztuki, której nikt nie rozumie, ma sens?

Jeśli pani Pawela przypadkiem trafi na ten tekst, to niech się nie gniewa. Robi dobrą sztukę, naprawdę. Tylko ta Utopia jakoś mi nie przypasowała.

One thought on “Laura Pawela. Lemoniada na billboardzie”

  1. Jeśli dzieło sztuki ma nieść jakiś przekaz, którego przeciętny odbiorca z oczywistych względów nie jest w stanie odczytać, to artysta powinien zadbać o to, żeby w jakiś sposób odbiorcę uświadomić. O ile, oczywiście, zależy mu na dotarciu do odbiorcy.
    Natomiast jeśli mu nie zależy, to niech sobie tworzy swoją wielką sztukę za własne pieniądze. To tak trochę w nawiązaniu do dyskusji na temat czy powinniśmy oczekiwać od twórcy objaśnienia zamysłu twórczego. Billboard z lemoniadą sam w sobie może się podobać lub nie, natomiast tutaj mieliśmy do czynienia raczej z instalacją, której częścią było tło historyczne, Niestety, jak się okazuje, to tło nie zostało przez odbiorców rozpoznane, czyli pozostał tylko billboard. I w rezultacie odbiorca ma wrażenie, że to on musi się zniżyć do poziomu artysty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *