język sztuki

Uniwersalny język sztuki

Jak sądzicie, czy warto oczekiwać od artystów wizualnych, by wypowiadali się na temat tworzonych przez siebie dzieł? Jeśli tak, to w jaki sposób powinni to robić? Jaki cel miałaby taka wypowiedź? Czy sam język sztuki nie wystarczy?

W środowisku artystycznym często wymaga się, by twórca poza przygotowaniem pracy czysto artystycznej, zadbał również o stworzenie dodatkowej treści pisemnej lub mówionej – opisu lub wręcz obrony danego dzieła.

Obrona, tylko przed czym?

Przed atakami? Przed zawiścią, przed brakiem życzliwości i zrozumienia? Sama nie wiem.

Wydaje mi się, że tendencja ta stanowi swego rodzaju inspirację światem nauki. Nie posiadam żadnych dowodów, za pomocą których mogłabym potwierdzić swoją opinię. Pomimo to odnoszę wrażenie, że tak właśnie to wygląda. Sądzę, że artyści tworzący tzw. sztukę wysoką szukali sposobu na to, by nadać swoim działaniom bardziej intelektualnego charakteru. Stopniowo w sposób mniej lub bardziej świadomy przejęli od naukowców formę prezentowania swych prac. Jej elementem była oczywiście obrona dzieła, mająca na celu udowodnienie słuszności postawionych tez. Tylko czy praca artystyczna w ogóle musi posiadać jakiekolwiek tezy? Czy brak tego, możliwego do jednoznacznego obalenia lub potwierdzenia elementu, nie stanowi podstawowej różnicy między sztuką a nauką? Jeśli tak jest, to oczekiwanie od artysty obrony swej pracy nie jest absurdalne?

Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że dawniej np. w czasach renesansu sztuka była uznawana za pełnoprawną dziedzinę naukową. Być może podobieństwa w sposobie prezentowania dokonań naukowych oraz artystycznych stanowi dowód wspólnej przeszłości obu wspominanych dziedzin aktywności człowieka? Niezależnie od przyczyny zaistniałej sytuacji wydaje mi się, że w chwili obecnej może ona nie być do końca pozytywna z punktu widzenia artysty. Jeśli sztukę rozumiemy jako język, sposób komunikacji pomiędzy twórcą a odbiorcą, to czemu chcemy jej bronić za pomocą innej formy porozumiewania się? Czy ma to być swoisty przekład dla tych, dla których język sztuki pozostaje obcy?

Globalny język sztuki

Dlaczego twierdzi się, że język sztuki jest uniwersalny? Czy artysta nie powinien raczej skupiać się na tym, by sprawniej władać wizualną formą i za jej pomocą móc przekazać wszystko to, co się chce?

Czemu zakłada się, że twórca wizualny powinien dodatkowo wypowiadać się (najlepiej w pisemnej formie) na temat swoich prac? Czy jest tak dlatego, że tekst to wciąż symbol inteligencji i wiedzy, a w związku z tym dopiero sztuka naznaczona za pomocą liter, będzie wydawać się nam prawdziwie ważna i wartościowa?

Sama piszę o sztuce. Chyba po prostu lubię się wymądrzać. Mimo to czasem wydaje mi się, że wymaganie od artysty wypowiadania się na temat swej twórczości i późniejsze wartościowanie powstałych dzieł na podstawie tego często nieudolnego objaśnienia, jest niezbyt mądre. W końcu umiejętności plastyczne nie zawsze muszą iść w parze z wysokim poziomem elokwencji.

Może to banalne, ale ja uważam, że sztuka powinna bronić się sama.

3 thoughts on “Uniwersalny język sztuki”

  1. Nie wiedziałam, że jest takie parcie na wymuszanie od artystów tłumaczenia swoich dzieł. A jeśli tak jest, to skłonna jestem przypuszczać, że to raczej kwestia marketingu. Dzieło jakoś trzeba sprzedać, nawet jeśli nie w kategoriach stricte finansowych, to przynajmniej nadać mu jakąś istotną rangę w świecie sztuki, sprawić, żeby zaistniało. Niektórym intelektualistom (lub pseudointelektualistom) się wydaje, że przypisanie dziełu wizualnemu jakiejś naciąganej filozofii sprawi, że samo dzieło nabierze innego wymiaru, stanie się przez to głębsze o dopisaną treść. A przy okazji – jakież pole do popisu dla samozwańczych krytyków. Punkt zaczepienia dla krasomówczych bełkotów i bicia piany.
    Co innego – pisać o własnym odbiorze dzieł sztuki, to każdemu wolno, a co innego – oczekiwać tłumaczenia od twórcy. Nie godzi się. Namalował i na tym jego twórczość polega. A każdy odbiorca w swojej głowie niech sobie z tym zrobi co chce.
    Tak jak napisałaś – prawdziwa sztuka broni się sama. Nieprawdziwa może potrzebuje werbalnej pomocy.
    I jak napisała Gertruda Stein – „Róża jest różą jest różą jest różą” (czy jakoś tak).

    1. Dzięki za bardzo mądry komentarz. Może nie przesadzałabym z tym wymuszaniem, ale z pewnością jest to co najmniej oczekiwane.
      Teraz przyszło mi do głowy, że opisywane zjawisko jest być może nawykiem, który wynieśliśmy ze szkolnych lekcji języka polskiego. W końcu w trakcie ich trwania bardzo często analizowało się wiersze (a to przecież też sztuka). Być może jakoś automatycznie zaczęliśmy przyjmować, że tym co należy ze sztuką robić są właśnie te analizy, tekstowe objaśnianie o co autorowi chodzi. No i w przypadku bezpośredniego kontaktu z autorem chcemy sobie ułatwić sprawę i wymagamy od niego, by wyjaśnił o czym jest ta jego sztuka. 😉

      1. O, widzisz :). Dokładnie za to naraziłam się poważnie mojej profesorce od polaka. Ja, najlepsza w klasie polonistka, miałam potem przerąbane u niej aż do matury. Otóż na lekcji (w trakcie wizytacji z kuratorium), kiedy wałkowaliśmy kolejną godzinę poezję symbolistów, podważyłam zasadność całego podejścia typu „co poeta miał na myśli” i dokopywanie się jakiegoś czwartego dna pod każdym słowem. Chodziło o jakiś dość prosty wiersz Tetmajera czy Kasprowicza z kwiatkiem na górskich skałach. Typowy opis przyrody. Profesorka koniecznie chciała, żeby to akurat ja ten wiersz zinterpretowała (nie lubiłam się publicznie wypowiadać, bo ja miałam skłonność do podważania prawd nienaruszalnych, wiec jak mnie na siłę ciągnęli, to mój bunt przybierał czasem dziwne formy). Zapytałam zaczepnie, dlaczego nie można przyjąć, że poeta, człowiek jakby z definicji wrażliwy na piękno, po prostu wyszedł w góry i zachwycił się pięknem tego kwiecia. Ja rozumiem, że w niektórych wierszach jest ukryty głębszy przekaz, ale czy koniecznie w każdym być musi? To był akurat wiersz, w którym ani jedno słowo nie sugerowało, że poeta myślał w trakcie jego pisania o czymkolwiek innym niż uroda kwiatu.
        Lubię dyskusje wywracające podszewką do góry namacalną rzeczywistość, ale nie na siłę. Czasem trzeba odpuścić i po prostu podziwiać przyjemny dla oka widok, harmonię linii i barw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *